Historia służby dla Hospicjum to historia dojrzewania do zrozumienia. Wspomnienia Karoliny.

Historia służby dla Hospicjum to historia dojrzewania do zrozumienia. Wspomnienia Karoliny.

Historia mojej służby dla Hospicjum to historia dojrzewania do zrozumienia. Ja zrozumiałam, że bariery, które nas ograniczają, można zamienić na belki stropowe. Zrozumiałam, że słabości to też potencjał. I że wystarczy zrozumieć, by być szczęśliwym.

              Z potrzebą, która rodzi się w człowieku jest czasem jak z owocem. Musi dojrzeć. Widzimy jej pierwsze oznaki, kusi myśl o niej, ale coś każe czekać. Ten zamysł, żeby wspomóc swoją osobą Puckie Hospicjum ciągle był gdzieś w głębi mnie.  W sprzeczności z nim pojawiała się jednak zaraz niemal całkowita pewność, że sobie nie poradzę. Nawracające myśli :  „ja na oddziale hospicyjnym? przecież trzeba być sprawnym… to niemożliwe.” Do tej pory pracowałam jako wolontariuszka głównie z dziećmi. Miałam też zaszczyt dać trochę z siebie pacjentom zakładu opiekuńczo- leczniczego. Ale…hospicjum? Myślałam, że to nie dla mnie.

            W końcu poczułam, że nadeszła pora na znalezienie nowego miejsca. Czas porzucić myśli „co pomyślą inni…” Czułam, że muszę wyruszyć w głąb na wędrówkę w poszukiwaniu takiej przestrzeni, gdzie moja prawdziwa miłość, oddanie, działanie zostaną przyjęte. Gdzie poczuję, że mogę być naprawdę sobą. Pragnęłam móc wreszcie podzielić z kimś to, co tak bardzo grało w moim sercu i duszy.  Mając w uszach wiele słów Ks. Jana, postanowiłam spróbować nawiązać kontakt z Puckim Hospicjum. Nie oczekiwałam wiele. Wierzyłam jednak, że zrodzi się z tego jakieś dobro. Potrzeba dojrzała. Czułam jej sens.

              Wchodząc do Hospicjum, widziałam siebie wyłącznie w pracy recepcyjnej. O pracy na oddziale nawet nie myślałam. Po kilku dniach pracy otrzymałam informacje, że Pani Dyrektor ma  inny pomysł na moją osobę. Przyznam szczerze – byłam przekonana, iż po prostu nie mogę tam zostać. Zadzwoniłam do Pani Dyrektor, spodziewając się właśnie takiego komunikatu. Tymczasem ktoś był już dawno o krok przed i za moimi wyobrażeniami, lękami. Pani Dyrektor zaproponowała mi wolontariat opiekuńczy. Kiedy odłożyłam słuchawkę pomyślałam: „Boże, co Ty znowu robisz?!” Przyjechałam na pierwszy dzień wolontariatu. Miałam naprawdę mnóstwo obaw. Wychodząc z Oddziału byłam pewna, że muszę tam wrócić. Pokonywanie tych 115.kilometrów, czasami z dnia na dzień, stało się moim niewyobrażalnym szczęściem! Zamieniłam lęki na wiarę. Niepokój zniknął.

            Dla mnie Puckie Hospicjum to dom Aniołów. Kolejne spędzone tam godziny mocno mnie  w tym upewniały. Na nowo odkrywałam tam cenny  dar, który można dostrzec w braku, trudzie, słabości. Dzięki temu miejscu przekonałam się, że w życiu nie chodzi o bycie perfekcyjnym ,lecz o to, by pokonywać własne przeszkody na miarę możliwości, aktualnych zasobów. To, co dla jednych jest niemal oczywistością, dla innych może stanowić Mont Everest. Pracy w hospicjum towarzyszy mi ogromna wdzięczność – za słabość, za niepełnosprawność. Być może dzięki niej, dzięki wielu trudnym doświadczeniom, mogę lepiej rozumieć Pacjentów. Zrozumiałam, jak ważne jest to zwyczajne TERAZ. Wspólne TERAZ. Trzymanie za rękę, rozmowy, każdy dodatkowy gest. To miejsce pokazało mi, że bariery zaczynają się i mogą skończyć się w naszych głowach.  Nazywam Hospicjum Domem, bo tu, jak w domu, liczy się to, co masz w sobie, co MOŻESZ ofiarować. Ludzka słabość, to co w Tobie najbardziej połamane, może stać się drogą do wielkiej radości drugiego człowieka. Wiem już, że prawdziwa chęć bycia dla innych, to  dar  ukojenia, zrozumienia, poczucia bezpieczeństwa. Doświadczam tego na każdym dyżurze. Noszę w sobie niczym cenny bagaż. A ten nie ciąży jak dawne lęki. Przeciwnie. Czyni moje życie wypełnione sensem.

               Z Puckim Hospicjum wiąże mnie jeszcze druga nić miłości. Ta część historii to bardzo osobista przestrzeń w moim sercu.  Któregoś dnia mój Tata stał się Pacjentem Hospicjum. Wierzę, że dzięki służbie na rzecz Hospicjum mogłam wlewać w relacje z moim Tatą dużo więcej zrozumienia dla jego niemocy, dużo więcej serca. Przede wszystkim jednak, nauczyłam się, że mogę w tej relacji być sobą. To dla mnie, jako dziecka, okazało się  niezwykle cenne.

            Chciałabym bardzo, aby ten tekst zachęcił wszystkich, zwłaszcza młodych do przełamywania własnych barier. Każdy z Was ma w sobie potencjał, który może ofiarować innym.  Jeśli zastanawiacie się nad swoją drogą, przyjdzie tu po wskazówki. Dajcie sobie szansę na to, by odkryć swoje pokłady możliwości.

 Ten wpis dedykuje mojemu Tatusiowi.

Karolina

PIT  2019: Poznaj szczegóły nowego rozliczania się ze skarbówką

PIT 2019: Poznaj szczegóły nowego rozliczania się ze skarbówką

PIT 2019: Złożenie rocznego zeznania PIT prostsze niż kiedykolwiek. Krajowa Administracja Skarbowa przygotuje  roczne zeznanie podatkowe za podatników. Czy za każdego? Co, jeśli będziemy chcieli sprawdzić prawidłowości podanych informacji lub dokonać korekty o odpisy? Jak zweryfikować  nasz PIT i zaakceptować? Poznaj szczegóły nowego rozliczania się ze skarbówką.
28 sierpnia rząd przyjął projekty zmiany ustaw, które mają sprawić, że składnie rocznego zeznania podatkowego będzie o wiele prostsze. Zeznanie podatkowe za 2018 rok przygotuje za podatników skarbówka. Nie trzeba o to wnioskować. Między 15 lutego a 30 kwietnia każda osoba będzie mogła zapoznać się ze swoim PIT-em na Portalu Podatkowym. Będzie tam można zaktualizować swój numer rachunku osobistego i złożyć zeznanie przez Internet. Ci, którzy złożą PIT drogą elektroniczną, mogą liczyć na  zwrot pieniędzy do 45 dni.

Roczne rozliczenie podatku dochodowego od osób fizycznych (PIT) dotyczyć będzie podatników rozliczających się:

  • indywidualnie,
  • wspólnie z małżonkiem,
  • w sposób przewidziany dla osób samotnie wychowujących dzieci.

W jaki sposób Krajowa Administracja Skarbowa będzie wypełniała za nas wniosek? Dane będzie czerpała z:

  • zeznania podatkowego za rok ubiegły
  • rejestrów Szefa KAS
  • oraz innych rejestrów państwowych np. ZUS czy PESEL

PIT jaki przygotuje dla nas Urząd Skarbowy będzie można:

  • nie zrobić nic, co w przypadku PIT-37 i PIT-38 będzie skutkowało automatycznym zaakceptowaniem przygotowanego zeznania,
  • zweryfikować i zaakceptować,
  • zmodyfikować,
  • odrzucić przygotowane zeznanie i przygotować swoje.

Jeśli w ubiegłym roku wpisali Państwo w rubryce wniosku o przekazanie 1% podatku należnego na rzecz Organizacji Pożytku Publicznego KRS Puckiego Hospicjum (przypominamy: 0000231110), urząd skopiuje tę deklarację do PIT-u za 2018 rok. Jeśli chcieliby Państwo zmodyfikować swoje wskazanie z ubiegłego roku, albo nie korzystaliście Państwo wcześniej z tej możliwości, należy zmodyfikować o to swój PIT po tym jak ukaże się w systemie.

Mamy nadzieję, że przedstawione przez nas informacje są czytelne i pomocne. Proszę pamiętać, że 1% ma duże znaczenie.

link do naszego programu rozliczeń PIT : https://hospitium.org/1-procent/

„Hospicjum to nie tylko małe smutki, ale i wielkie radości” – otwieramy cykl wspomnień

„Hospicjum to nie tylko małe smutki, ale i wielkie radości” – otwieramy cykl wspomnień

Dziś chcielibyśmy zainicjować na naszym blogu cykl wspomnień. Mamy ku temu kilka powodów. W tym roku będziemy obchodzić 10 lecie Puckiego Hospicjum i 15 lecie stowarzyszenia, pierwszej inicjatywnie z nim związanej. Przymierzając się do jego obchodów, poprosiliśmy zaprzyjaźnione z nami osoby o udostępnienie nam swoich wspomnień : zdjęć, zapisków, historii. Dziś dzielimy się jednym z nich. Poznajcie historię Hanny.

Kończąc studia uzupełniające w Gdańsku, kilka razy w miesiącu przejeżdżałam przez Puck. Mijałam białą tablicę informującą z napisem „Hospicjum”. Myślałam, że może kiedy zamknę  niełatwy dla mnie i mojej rodziny okres dokształcania, zrobię coś dla innych. Potraktowałam ten znak dosłownie. 

Swoją przygodę na oddziale w roli wolontariusza opiekuńczego rozpoczęłam  w okresie, kiedy było nas niewiele. Po oddziale spacerował ksiądz Jan, bardzo delikatny w obejściu, a jednocześnie wymagający szef.  Jego uwadze nie uszedł żaden szczegół. Miałam zbyt głośno stukające buty. Tylko spojrzał zdziwiony, wiedziałam, że myślimy o tym samym. Małymi kroczkami zaczęłam się uczyć, jak być potrzebną, albo raczej, jak nie marnować czasu. Nie było to dla mnie proste.  Nie należałam do osób łatwo nawiązujących kontakty.
Z czasem zaczęłam miewać swoich „ulubionych” pacjentów, do których co tydzień chętnie zaglądałam. Długo nie mogłam się nauczyć, że w relacjach z nimi, niczego nie można odkładać na jutro, a tym bardziej na „za tydzień”. Dla nich po prostu wszystko powinno być na wczoraj, na zaraz.  Jutra po prostu często nie ma.

Poznawałam różnych ludzi. Każdy miał swoją historię, której zawsze chciwie słuchałam. Coraz częściej pojawiali się pacjenci, którzy co tydzień na mnie czekali. Bywało, że po tygodniu przerwy  wchodziłam do jakiegoś pokoju, a tam już ktoś nowy. Niedokończonych rozmów było coraz więcej, a moje  oczy coraz częściej wilgotne w czasie powrotu do domu. Któregoś wieczoru mąż powiedział mi : „Zastanów się czy na pewno się do tego nadajesz”. To podziałało na mnie mobilizująco. Jak to? Mam zrezygnować? Pan spod piątki wczoraj powiedział, że nie ma żadnej rodziny, tylko dalekiego kuzyna na południu Polski. W jedynce leży pan, którego co prawda odwiedza co drugi dzień wspaniała żona, ale oboje lubią ze mną pogadać. Od czasu do czasu, pojawiają się też znajomi z mojej rodzinnej miejscowości i wtedy najczęściej jeszcze milej się rozmawia. Oni czekają na wieści od „swoich”. Czułam, że to jest miejsce, które potrzebuję sobą wypełnić.

Jako wolontariuszka Hospicjum Domowego, trafiłam do Pani Eugenii, która pochodziła z Wołynia. Nasze pierwsze spotkanie nie było łatwe. Drobna i skromna osoba Pani Eugenii przyglądała mi się badawczo i nie mówiła za wiele. Godzinę później  zapytała jednak, czy jeszcze ją odwiedzę. Wróciła do tego spotkania później. Tłumaczyła, że nie rozumiała sensu przysyłania do niej kogoś z wyższym wykształceniem.  Bardzo mnie tym rozbawiła. Poczułam, że zyskałam jej sympatię. Pani Eugenia trafiła na kilka dni do Hospicjum stacjonarnego.  Siedząc w recepcji widziałam , że ma częstych gości.  Nie chciałam przeszkadzać. Zdarzyło się jednak, że usłyszała mój głos na korytarzu i poprosiła wychodzącą córkę, abym do niej zajrzała. Chciała się ze mną przywitać. Było to dla mnie bardzo miłe. Pamiętała straszne wołyńskie czasy sprzed wielu lat i chętnie o tym opowiadała.  Zdawało mi się, że wracając wspomnieniami do tego okresu drży. Przekazała mi kawałek strasznej historii, której ja nie miałam nawet odwagi obejrzeć w telewizji. Poznawanie historii z ust osoby, która w niej uczestniczyła, to niesamowite przeżycie. Rozmowy z panią Eugenią, zostaną w moim sercu jeszcze bardzo długo.

Moje nieliczne dotąd wizyty u pacjentów puckiego Hospicjum Domowego to historie, które wzbogaciły mnie duchowo. Nie zamieniłabym czasu spędzonego z nimi na żadne, nawet luksusowe wczasy. To ludzie i historie z nimi związane, które zwyczajnie były piękne, a przydarzyły się właśnie mnie. Miałam zrobić „coś” dla innych , a tym czasem to oni zrobili i nadal robią bardzo wiele dla mnie. To prawda, że jak dajemy trochę z siebie, to otrzymujemy w zamian o wiele, wiele więcej. Ogromne znaczenie tych słów, dotarło to do mnie jednak dopiero tu i dzięki ludziom, których tu spotkałam.

Hospicjum to nie tylko małe smutki, ale i wielkie radości.

                                                                                                                                                                 Hanna , wolontariat 2013- 2018

Zaproszenie na bezpłatne badanie

Zaproszenie na bezpłatne badanie

Mobilna pracownia mammograficzna LUX MED zaprasza na bezpłatne badania w dniu 28 stycznia.
Rejestracja pod nr : 58 666 24 44.

Mammobus stanie na parkingu przy Puckim Hospicjum.